Dlaczego ten bulion taki smaczny? Złoto i dolar w zawiłych objęciach

18 września 2011

Dookoła słyszymy o zmianie kursu złota, o tym, że dolar znowu traci na wartości, a rządy wielu krajów wspominają o możliwym wzroście inflacji. Lokujemy pieniądze w złotych monetach czy też w sztabkach, śledzimy przy tym kursy i sprawdzamy, czy zakupione przez nas w zeszłym miesiącu monety bulionowe, oprócz tego, że ładnie prezentują się na półce, zyskały coś na wartości. Lecz czy tak naprawdę wiemy, jak się ma dolar do złota i jak bardzo kurs złota wyrażony w dolarach odnosi się do naszych inwestycji poczynionych w złotówkach? A warto o tym wiedzieć, aby świadomie inwestować i wykorzystywać sygnały, jakie płyną do nas z rynków.

Na początku skupmy się na porównaniu kursu złota w dolarach do kursu złota wyrażonego w naszej rodzimej walucie. Pozwoli nam to zrozumieć, dlaczego nie zawsze, kiedy słyszymy o rekordowych cenach złota na światowych rynkach, możemy dostrzec rekordy cenowe również w naszych inwestycjach.

Większość z nas zarabia w złotówkach i też w tej walucie dokonuje inwestycji. To dolar jest natomiast walutą, w której wyceniana jest wartość uncji złota. Dlatego też w momencie, kiedy słyszymy o rekordowych cenach złota na światowych rynkach, należy wziąć pod uwagę różnicę kursową pomiędzy złotym a dolarem. Sprawdzić, jak się mają notowania złota w dolarach do tych wyrażonych w złotówkach. Na poniższym wykresie możemy zaobserwować tę różnicę w osiąganych cenach w złotówkach i „rekordach” w dolarach.

 

Wykres: cena złota w USD i PLN od 2005 do 2010 r.

Zauważmy, że rekord „złotówkowy” na poziomie ponad 3400 zł z lutego 2009 r. nie został powtórzony w listopadzie 2009 r., kiedy to głośno było o rekordowej cenie złota (lecz notowanego w dolarach). Kupując złoto w lutym i sprzedając je w listopadzie, nie zarobilibyśmy, pomimo że w obu przypadkach mieliśmy do czynienia z głośnymi medialnie rekordami cen złota. Dlatego też należy uważnie śledzić doniesienia medialne i trzymać się notowań w jednej walucie (tej, w której dokonujemy inwestycji), a wykres w walucie obcej traktować jedynie poglądowo. Na szczęście w dłuższym okresie czasu taka sytuacja, przy obecnym silnym trendziewzrostowym obserwowanym na wykresach złota, jest mało prawdopodobna, chociaż nie można jej wykluczyć. W powyższej sytuacji wystarczyło poczekać na kontynuację trendu wzrostowego i sprzedać złoto w okolicach maja 2010 r. w cenie powyżej 4000 zł.

Jak widzimy na powyższym wykresie, złoto notowane w USD zachowuje się spokojnie, a trend wzrostowy, choć trwały i stabilny, posiada mały impet. Przy notowaniach w PLN sytuacja wygląda podobnie z tą różnicą, że trend wzrostowy wykazuje się silnym impetem ciągnącym wykres w górę. Wynika to z wpływu notowań kursu dolara na kurs złota w polskiej walucie. Możemy jednocześnie zauważyć, porównując notowania złota w PLN do kursu USD (wykres poniżej), że cena złota wzrasta dopiero po pewnym czasie od wzrostu kursu USD. Wykresy te nie pokrywają się ze sobą, a co za tym idzie, pozwalają na przewidywanie przyszłych zachowań kursów. W okresie pomiędzy czerwcem 2008 r. a lutym 2009 r. obserwowaliśmy gwałtowny wzrost kursu dolara, natomiast miał on swoje odzwierciedlenie na kursie złota dopiero pod koniec października 2008 r. Dlatego też, znając tą zależność, możemy starać się wykorzystać istotne sygnały płynące z wykresów, aby przewidzieć przyszłe kierunki ruchu cen. Warto o tym pamiętać, wybierając moment zakupu monet bulionowych, czy też sztabek inwestycyjnych.Mamy tutaj do czynienia z dodatnią korelacją ceny złota (PLN) do notowania kursu dolara. Natomiast dużo częściej spotykamy się ze znaną od dawna ujemną korelacją cen złota (USD) do notowania kursu dolara.

 

Na światowych rynkach złoto najczęściej drożeje, kiedy dolar traci na wartości w stosunku do innych walut, w tym także do złotego. Dlatego też należy w sposób rozważny i świadomy wybierać moment, w którym chcemy zakupić złoto. Nie należy ulegać medialnemu „hałasowi”, który co jakiś czas pojawia się dookoła kursów złota. Najlepszymi momentami do zakupu złota są momenty, kiedy kurs dolara rośnie i jeszcze nie zostało to odzwierciedlone na wykresie złota notowanego w PLN (dodatnia korelacja) bądź też w momencie, kiedy dolar traci na wartości, co znajduje swoje odzwierciedlenie na notowaniach złota w USD (ujemna korelacja).

 

Ujemna korelacja jest zjawiskiem powszechnie znanym wśród inwestorówwalutowych. Zaobserwowali oni istotną zależność pomiędzy wzrostem cen złota a spadkiem kursu dolara w stosunku do złotówek i innych walut. Odbicie się cen złota od poziomów wsparcia jest wręcz uważane za sygnał, który z pewnym wyprzedzeniem świadczy o nadchodzącym osłabieniu dolara. Dopiero po pewnym czasie od wzrostu cen złota kurs dolara zaczyna spadać. Poniższe wykresy pokazują przejrzyście, na czym polega ujemna korelacja złota z dolarem.

Wykres cen złota w USD od 2005 do 2010 r.

Wykres zmiany kursu USD w PLN od 2005 do 2010 r.

 

 

Ujemna korelacja jest niezwykle istotna dla inwestorów poruszających się po rynkach walutowych, ale również dla inwestorów lokujących swoje aktywa finansowe w złocie jest to ciekawa i przydatna zależność. Opierając się na tej zasadzie, możemy w dość prosty i intuicyjny sposób wychwycić momenty najbardziej odpowiednie do zakupu np. większej ilości monet bulionowych lub też okresy, w których warto realizować zyski z podjętych wcześniej przez nas inwestycji.

 

Z czego wynika ujemna korelacja?

Najprościej można powiedzieć, że z różnic pomiędzy złotem a pieniądzem. Złota nie da się „dodrukować”, kiedy jest taka potrzeba, nie dotyka go zjawisko inflacji, jest kruszcem, który zawsze ma wysoką wartość, a im gorzej z pieniądzem tym cenniejszy się staje. Zawirowania polityczne nie obniżają jego wartości, wojny i kataklizmy podnoszą jego wartość, w przeciwieństwie do kursów walut, które w takich chwilach ostro spadają. Złoto zawsze jest pewną lokatą kapitału, w przeciwieństwie do dewiz, które to są obiektem spekulacji i ich wartość potrafi gwałtownie się zmienić.

 

Stąd też w momencie gdy dolar, w którym wyceniana jest wartość uncji złota, zaczyna mieć problemy i jego kurs spada – wartość kruszcu zaczyna rosnąć, ponieważ mniej musimy zapłacić za dolara na rynku, a co za tym idzie uncja złota staje się relatywnie tańsza. Sytuacja taka stwarza okazje do inwestycji w złoto, przez co jego kurs zaczyna rosnąć wraz z ilością inwestorów angażujących swoje środki finansowe.

 

Ostatnie lata obfitowały w niekorzystne dla dolara wydarzenia. Ataki terrorystyczne, wojna w Iraku, a w końcu kryzys ekonomiczny sprawiły, że dolar, który dotychczas był uważany za walutę będącą gwarantem stabilności, zaczął gwałtownie tracić na wartości oraz na swojej popularności. Patrząc przez pryzmat aktualnych wydarzeń, kiedy to gospodarka USA próbuje odnaleźć się w nowej pokryzysowej rzeczywistości, a rząd wprowadza coraz to nowe programy antykryzysowe, możemy przypuszczać, że powrót dolara na szczyty jest mało prawdopodobny, o ile w ogóle możliwy. W tej sytuacji zrozumiałe stają się historyczne wzrosty kursu złota oraz z duża dozą prawdopodobieństwa możemy przypuszczać, że trend wzrostowy kursu złota będzie się utrzymywał jeszcze przez dłuższy czas. Sprzyja temu niestabilna sytuacja w światowych gospodarkach oraz ciągłe problemy finansowe dotykające USA, a co za tym idzie, odbijające się na kursie dolara.

 

Podsumowując, można powiedzieć, że inwestowanie w złoto może być zajęciem nie tylko dochodowym, ale także interesującym. Notowanie złota, w PLN i USD oraz różnice kursowe sprawiają, że lokowanie pieniędzy w „niepozornych” monetach bulionowych czy też sztabkach inwestycyjnych, stwarza wiele możliwości do wejścia jak i wyjścia z inwestycji. Natomiast dla inwestora, który nie ma styczności z giełdą, inwestycja w złoto jest w dłuższym okresie czasu bezpieczną metodą lokowania kapitału.

 

Tomasz Matz

Lokata w sztabce

18 września 2011

Czy lokata bankowa to jedyna skuteczna metoda gromadzenia nadwyżek kapitału? Czy słowo „lokata” zawsze oznacza to samo? W swoim wpisie postaram się pokazać alternatywną metodę gromadzenia pieniędzy na dość specyficznej lokacie…

Na początku przedstawię, czym jest lokata w świadomości większości oszczędzających, posłużę się w tym celu definicją z Wikipedii:

„jest to umowa między bankiem a klientem dotycząca lokowania środków pieniężnych zawierana na czas określony. Bank zobowiązuje się wypłacić kapitał wraz z odsetkami na koniec okresu umowy. Lokaty dzielą się na odnawialne i nieodnawialne. Przy pierwszej opcji po upływie terminu lokata jest automatycznie odnawiana. W przypadku tych drugich, po upływie terminu środki zostają zwrócone klientowi”.

Lokata jest produktem bankowym – wpłacamy pieniądze do banku, a następnie możemy popatrzeć na naszą lokatę, korzystając z bankowości elektronicznej. Czyli de facto po wpłacie do banku nie posiadamy fizycznie pieniędzy, a jedynie obietnicę, że po określonym terminie otrzymamy od banku nasze pieniądze powiększone o odpowiednie odsetki.

Pozostając w temacie odsetek, pokażę, jakie oprocentowanie proponują nam najbardziej znane banki. Patrząc na tabele zamieszczone poniżej, należy mieć na uwadze, że jest to oprocentowanie w skali roku – od zysku z lokat z tradycyjnie naliczanym oprocentowaniem konieczne będzie zapłacenie podatku Belki. Natomiast lokaty z codzienną kapitalizacją odsetek nie pozwalają na w miarę proste odłożenie większej sumy pieniędzy, a to ze względu na limity kwot, jakie można na nich posiadać. Oczywiście można założyć kilka takich lokat, ale czy to już nie zaprzecza prostocie, z jaka kojarzy się lokata każdemu z klientów banku? Na koniec proszę zwrócić jeszcze uwagę na wysokość inflacji – 2,9% w skali roku, konfrontując to z oprocentowaniem lokat, nie prezentuje się to najlepiej.

12 miesięczne lokaty z tradycyjnie naliczanym oprocentowaniem

Bank

Nazwa lokaty

Oprocentowanie

AIG Bank

Direct+ Internet

5,90%

AIG Bank

Zysk+

5,80%

Toyota Bank

Lokata terminowa

5,30%

Polbank EFG

Lokata standardowa PLN

5,25%

Allianz Bank

Allianz lokata

5,10%

Eurobank

Lokata standardowa

5,05%

Alior Bank

Lokata standardowa

4,50%

Bank Pocztowy

Lokata internetowa 12M

4,50%

Millenium

Millenet

4,40%

Lukas Bank

Lokata terminowa

4,10%

Źródło: e-lokaty.pl Stan na wrzesień 2010 r.

6 miesięczne lokaty z tradycyjnie naliczanym oprocentowaniem

Bank

Nazwa lokaty

Oprocentowanie

AIG Bank

Zysk+, Direct+

5,45%

AIG Bank

Direct+ Ochrona

5,35%

Polbank EFG

Lokata bankowa

5,00%

Toyota Bank

Lokata bankowa

5,00%

Invest Bank

Lokata przez SBE

4,90%

Allianz Bank

Allianz lokata

4,80%

DnB NORD

iNORD

4,80%

Eurobank

Lokata bankowa

4,75%

Meritum Bank

Lokata bankowa Internetowa

4,70%

BOŚ

Internetowa lokata oszczędnościowa

4,60%

Źródło: e-lokaty.pl Stan na wrzesień 2010 r.

6 miesięczne lokaty z codzienną kapitalizacją odsetek, bez podatku Belki

Bank

Nazwa lokaty

Oprocentowanie

Alior Bank

Lokata 180-dniowa

5,00%

Getin Bank

Lokata z codziennymi odsetkami (internetowa)

4,86%

Noble Bank

Lokata Optymalizator

4,86%

Getin Bank

Lokata z codziennymi odsetkami

4,62%

Meritum Bank

Lokata Internetowa z dzienną kapitalizacją

4,60%

Źródło: e-lokaty.pl Stan na wrzesień 2010 r.

3 miesięczne lokaty z tradycyjnie naliczanym oprocentowaniem

Bank

Nazwa lokaty

Oprocentowanie

Polbank EFG

Lokata El Dorado

4,75%

Invest Bank

Lokata przez SBE

4,70%

Allianz Bank

Allianz lokata

4,60%

DnB NORD

iNORD

4,60%

Toyota Bank

Lokata bankowa

4,60%

Źródło: e-lokaty.pl Stan na wrzesień 2010 r.

3 miesięczne lokaty z codzienną kapitalizacją odsetek, bez podatku Belki

Bank

Nazwa lokaty

Oprocentowanie

Noble Bank

Lokata Optymalizator

4,46%

GetinBank

Lokata z codziennymi odsetkami – Internet

4,46%

FMBank

FMlokata z dzienna kapitalizacją

4,20%

Inteligo

Dobolokata

4,10%

Millenium

Lokata codzienny zysk

4,05%

Źródło: e-lokaty.pl Stan na wrzesień 2010 r.

Na poniższych wykresach ukazane są notowania cen złota i srebra. Teraz zapewne niektórzy z Was zastanawiają się: „co to ma do lokat?”. Proponuję, żeby przyjrzeć się możliwości lokowania pieniędzy w złotych lub srebrnych sztabkach. Ale zanim do tego dojdę – dwa wykresy:

Wykres zmian cen złota 12.2009 - 11.2010

Źródło: Opracowanie własne. Wykres z układzie tygodniowym. Notowania w PLN.

Wykres zmian cen srebra 12.2009 - 11.2010

Źródło: Opracowanie własne. Wykres z układzie tygodniowym. Notowania w PLN.

Powyższe wykresy ukazują zachowanie cen złota i srebra w ostatnim roku. Jak widać, oba kruszce znajdują się w trendzie wzrostowym, a chwilowe spadki cen stanowią dobry moment do zakupu. Wzrost cen kruszcu na światowych rynkach ma bezpośrednie przełożenie na wzrost cen sztabek. Patrząc na wykresy, można stwierdzić, że w tym roku oba kruszce zdrożały o ponad 30% – wynik w porównaniu do lokaty nieporównywalny. Dlatego warto się zastanowić, czy nie lepiej zamienić zwykłą wirtualną lokatę na realną, złotą lub srebrną sztabkę lokacyjną. Oba kruszce znajdują w silnym trendzie wzrostowym i znakomicie nadają się na inwestycje długoterminowe. W dobie niepewności na światowych rynkach srebro i złoto dają poczucie bezpieczeństwa, nie tylko dlatego, że umożliwiają osiągnięcie wysokiej stopy zwrotu, ale również dlatego, że są realne. Nasze pieniądze lokujemy w sztabkę złota, którą możemy zabrać do domu, mamy ją „pod ręką”. Kiedy pieniądze stracą wartość i zmienią się w bezwartościowy papier – złoto i srebro staną się bezcenne… Można by powiedzieć, że lokata pieniędzy w sztabki złota i srebra daje nam ubezpieczenie na wypadek niespokojnych czasów.

Poniższa tabela prezentuje najpopularniejsze wagowo rozmiary złotych sztabek oraz ich aktualne ceny.

Sztabka

Cena

5 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

764,6 zł

5 gramów – złota sztabka lokacyjna Australia

764,67 zł

2,5 grama – złota sztabka lokacyjna Swiss

394,41 zł

1 gram – złota sztabka lokacyjna Swiss

172,85 zł

1000 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

145,080,05 zł

500 gramów – złota sztabka lokacyjna Niemcy

73,241,96 zł

500 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

72,561,15 zł

10 uncji – złota sztabka lokacyjna Australia

45,219,08 zł

250 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

36,294,15 zł

100 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

14,553,87 zł

100 gramów – złota sztabka lokacyjna Australia

14,690,03 zł

50 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

7,360,10 zł

50 gramów – złota sztabka lokacyjna Australia

7,292,02 zł

1 uncja – złota sztabka lokacyjna Swiss

4,591,41 zł

1 uncja – złota sztabka lokacyjna Polski Orzeł

4,591,41 zł

1 uncja – złota sztabka lokacyjna Australia

4,549,06 zł

20 gramów – złota sztabka lokacyjna Niemcy

2,966,67 zł

20 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

2,966,67 zł

20 gramów – złota sztabka lokacyjna Australia

2,939,44 zł

1/2 uncji – złota sztabka lokacyjna Swiss

2,310,79 zł

10 gramów – złota sztabka lokacyjna Swiss

1,485,56 zł

10 gramów – złota sztabka lokacyjna Australia

1,499,17 zł

Źródło: opracowanie na podstawie danych z e-numizmatyka.pl

PAMIĘTAJ!!!

1 uncja (oz) = 31,103 gram (g)

1 gram (g) = 0,032 uncji (oz)

Jak widać, każdy może znaleźć złotą sztabkę w dostępnym dla siebie przedziale cenowym. Ze srebrnymi sztabkami sprawa jest nieco inna. Też mamy do wyboru wiele rodzajów sztabek, ale prócz klasyfikacji wagowej, bardzo często mamy do czynienia z różnymi seriami srebrnych sztabek. (Chociaż w złotych sztabkach też można odnaleźć serie np. „Poczet królów polskich”). Takie sztabki oprócz wartości wyrażonej w cenie kruszcu z biegiem czasu mogą uzyskać jeszcze dodatkową wartość kolekcjonerską.

Patrząc na wykresy historyczne złota i srebra, można dostrzec bardzo ważną rzecz – oba te metale, chociaż z różną prędkością, ciągle drożeją. Tempo wzrostów się zmienia, ale trend długoterminowy – nie. Kiedyś złoto było inwestycją tylko dla wybranych, dzisiaj mając już 172 zł, można sobie pozwolić na zakup małej sztabki. Luksusowe formy inwestycji stają się dostępne dla szerokiego grona gospodarstw domowych lokujących do tej pory swoje oszczędności tylko na lokatach, bądź, jak się okazało na przestrzeni ostatnich lat, w nie do końca bezpiecznych funduszach inwestycyjnych. Może właśnie z tego powodu warto pomyśleć o złotej lokacie w postaci sztabki złota lub srebra?

Tomasz Matz

Komentarz do artykułu „Trzeba mieć złoto”, Forbes 7.12.2010

18 września 2011

Złoto jest świetną inwestycją, zwłaszcza ostatnio – w dobie niepewności na rynkach finansowych. Jak się okazuje, menadżerowie funduszy hedgingowych już w październiku twierdzili, że kruszec ten po prostu musi się znaleźć w portfelu długoterminowych inwestycji. Co to oznacza?

W grudniowym numerze magazynu Forbes możemy przeczytać: „Menedżerowie funduszy typu hedge nie są zgodni w poglądach, na czym w najbliższych latach najlepiej będzie można zarobić. Konsensus panuje właściwie tylko w jednej kwestii – złota”. W dalszej części artykułu znajduje się wyjaśnienie, że raz na pół roku menadżerowie funduszy hedgingowych spotykają się na konferencji Value Investing Congress, gdzie prezentują swoje pomysły inwestycyjne. Ostatni kongres zakończył się w październiku w Nowym Jorku (właśnie z tego spotkania pochodzą opinie zaprezentowane przez miesięcznik). Następna konferencja odbędzie się w maju 2011 r. w Pasadenie. Jak czytamy, menadżerowie mają podzielone opinie na temat skutecznych sposobów inwestycyjnych, zgodni są tylko co do tego, że warto mieć długą pozycję w złocie.

Trzeba przyznać, że się nie pomylili. Złoto rzeczywiście okazało się świetną inwestycją. Jednak w tym momencie nasuwa mi się jedna refleksja, a mianowicie, że inwestowanie w złoto po prostu nie pasuje do strategii inwestycyjnych funduszy hedgingowych. Dlaczego? Na początku przytoczę definicję funduszy hedgingowych:

„(…) specyficzna grupa funduszy inwestycyjnych o niewielkim stopniu regulacji prawnych i niskim stopniu przejrzystości. Są to instytucje, które nie podlegają przepisom regulującym funkcjonowanie tradycyjnych funduszy zbiorowego inwestowania, stosują strategie niedozwolone dla innych uczestników rynku finansowego, nie są zobligowane do ujawniania jakichkolwiek informacji w zakresie prowadzonej działalności, nie opracowano też dla nich ujednoliconych zasad wyceny aktywów. Fundusze hedgingowe stawiają sobie za cel osiągnięcie zysków niezależnie od koniunktury”. (M. Mikita, W. Pełka, „Rynki inwestycji alternatywnych”).

A. Jagielnicki pisze: „Wyraz hedge w języku angielskim oznacza zabezpieczać. Fundusze tego typu w przeszłości prowadziły stosunkowo bezpieczne inwestycje – stąd ich nazwa. Obecnie w pogoni za zyskiem bezpieczeństwo zeszło na drugi plan. Fundusze hedgingowe inwestują bardzo agresywnie, w co się tylko da, wykorzystując do tego wszelkie możliwości (…)”. (A. Jagielnicki, „Inwestycje alternatywne. Pierwsze kroki na rynku pozagiełdowym”).

Fundusze hedgingowe w ostatnich latach rozwijają się bardzo prężnie. Dzięki temu, że poszukują wszelkich możliwości do osiągnięcia zysków, dobrze odnajdują się na rynku, nawet w okresie kryzysu. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że dają możliwość osiągnięcia niezwykle wysokich stóp zwrotu. Do głównych wad tych funduszy należą: wysoki stopień ryzyka i brak przejrzystości działania.

 

Tymczasem złoto od dawna kojarzone jest z bezpieczną lokatą kapitału. W powszechnej świadomości służy raczej zabezpieczeniu pieniędzy, niż osiągnięciu wysokich zysków. To się właśnie zmienia. Kryzys na rynkach finansowych, groźba inflacji – skutecznie windują jego ceny. To że fundusze hedgingowe inwestują w złoto, jest w tym momencie jak najbardziej zrozumiałe – z założenia wykorzystują one dominujące trendy na rynku. Jednak jest to również znak, że kondycja gospodarki światowej nie jest najlepsza i nie powinniśmy być pewni żadnej strategii inwestycyjnej.

 

Anna Jaskółka

Prawdziwy pieniądz

18 września 2011

Szef Rezerwy Federalnej USA Ben Bernanke przyznał kiedyś z rozbrajającą szczerością, że „nie rozumie do końca natury wzrostów cen złota”. Niestety, podobnie jak zdecydowana większość ekspertów, analityków i ekonomistów nie rozumie on również natury samego złota.

– 10 dolarów za uncję i ani centa więcej – odpowiedziałby w 1968 r. dowolny ekonomista na pytanie o przyszłą wartość złota. Rząd USA podejmował wtedy pierwsze kroki zmierzające do finalizacji rozwodu dolara i złota, i wszyscy byli pewni, że gdy tylko złoty kruszec stanie się dla globalnego systemu pieniężnego nieistotny, jego wartość spadnie i zafiksuje się na poziomie nieprzekraczającym 10 dolarów. Tymczasem w 1971 r., gdy Prezydent Richard Nixon rzeczony rozwód przypieczętował, złoto bardzo szybko wzrosło z 35 do 215 dolarów za uncję. I od tamtej pory jego cena wyrażona w dolarach rośnie nieustannie. Dlaczego? Bo w wyniku kryzysu finansowego ludzie powoli zaczynają rozumieć, że złoto jest prawdziwym pieniądzem bez względu na, co twierdzą ekonomiści, a papierowe waluty to humbug. Nim wyjaśnię, co mam przez to na myśli, porównajmy siłę nabywczą dolara z siłą nabywczą złota od 1913 r:

siła nabywcza dolara

siła nabywcza złota

Jak widzimy, siła nabywcza dolara w długim okresie spadała, a siła nabywcza złota była z grubsza biorąc przez długi czas stała. O ile przed II Wojną Światową siła nabywcza dolara była jeszcze relatywnie wysoka, to w jej trakcie i po niej spadła na łeb na szyję, i nigdy się nie podniosła. Było to skorelowane z procesem powolnego odchodzenia od standardu złota. Z kolei po zakończeniu tego procesu w 1971 r. siła nabywcza i ceny złota zaczęły charakteryzować się znaczną zmiennością. Rok 1980, gdy cena złota skoczyła nagle do 850 dolarów za uncję i równie szybko spadła pomoże wyjaśnić tę zmienność. Otóż – inaczej niż twierdzą wrodzy złotu „eksperci” – nie mieliśmy wtedy do czynienia ze standardową bańką. Galopująca inflacja w USA, sowiecka inwazja w Afganistanie i rewolucja w Iranie sprawiły, że inwestorzy poczuli się niepewnie ze świstkami zielonego papieru w portfelach. Bali się, że globalny system pieniężny się rozleci, bądź – jeszcze gorzej – wybuchnie kolejny duży międzynarodowy konflikt zbrojny. Złota nie traktowali wtedy jak inwestycji z określoną stopą zwrotu, ale jako ubezpieczenie. Nikt nie sądził, że ceny złota będą rosły w tempie 100 proc. rocznie, ale każdy się bał, że wartość dolara zacznie w tym tempie maleć. Można spokojnie stwierdzić, że każde duże wahanie cen na rynku złota było spowodowane podobnymi „niepokojami”. Tak było po zamachu na WTC w 2001 roku, czy po upadku banku Lehman Brothers w 2008 r. Wniosek jest jeden: na rynku złota nie ma baniek. Inwestorzy traktują złoto nie tylko jak ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków, ale również – od głupoty polityków i ich szalonych działań. Myśl to banalna, ale trzeba ją powtarzać.

Rynkami, na których powinniśmy szukać baniek, są rynki działające w oparciu o papierowe waluty, np. rynek obligacji. Bańki te powstają zawsze wtedy, gdy inwestorzy tracą czujność i uspokojeni przez polityków i centralnych bankierów powracają do papierowych aktywów. Są to „bańki zaufania”, bo jak pokazuje spadająca siła nabywcza banknotów, inwestycje w papiery nie mają „fundamentów”.

Trzeba uświadomić sobie, że papierowy pieniądz się nie sprawdza. Desperackie działania banków centralnych i rządów po 1971 r. pokazują, że eksperyment jest raczej nieudany. Światowy system finansowy od tamtego czasu nie zyskał stabilności i wciąż szuka się lekarstwa na kłopoty nazywane przez ekonomistów „cyklem koniunkturalnym”. Wątpliwe, by okazały się nim polityka „celów inflacyjnych”, drukowanie pieniądza i sztucznie zaniżane stopy procentowe. Moc sprawcza słowa polityków i ekonomistów również jest coraz mniejsza i – co pokazują rosnące ceny złota – coraz mniej osób im wierzy. Nawet najlepiej brzmiące zaklęcie nie zmieni faktu, że to, co kiedyś było tylko notą upoważniającą do wymiany na złoto, teraz jest tylko notą, za którą nie stoi żadna wartość. System fiat money (niech się staną pieniądze!) legitymizuje to, co dawniej było zwykłym oszustwem: pożyczanie większych kwot od tych znajdujących się w bankowym skarbcu.

Wracamy w ten sposób do pytania z pierwszego akapitu. Dlaczego złoto jest pieniądzem, a papier drukowany przez banki centralne nie? Odpowiedzi na to pytanie udzielił w sposób najbardziej zrozumiały i przejrzysty Murray Rothbard, jeden z najbardziej rozpoznawalnych ekonomistów Szkoły Austriackiej. Prawdziwy pieniądz powstaje mianowicie w wyniku wolnorynkowego procesu konkurencji. Jest pieniądzem tylko wtedy, gdy wybrał go rynek. Dlaczego? Bo to rynek, a nie rząd, wybiera najefektywniej. „Na przestrzeni dziejów – pisze Rothbard w książce Złoto, banki, ludzie – jako środków wymiany używano wielu różnych towarów: tytoniu w kolonialnej Wirginii, cukru w Indiach Zachodnich, soli w Abisynii, bydła w starożytnej Grecji, gwoździ w Szkocji, miedzi w Egipcie, a także zboża, paciorków, muszelek kauri i haczyków wędkarskich. Z biegiem wieków złoto i srebro zostały wyłonione jako pieniądze”. Najważniejszą obserwacją Rothbarda jest ta, że pieniądz wyłonił się w wyniku procesów społecznych, które są bezosobowe i w pewnym sensie obiektywne. Interwencja rządu, polegająca na narzuceniu światu papierowego pieniądza, to zaprzeczenie całego tego wielowiekowego procesu. Ale, powiedzą wrogowie złota, dlaczego mamy uparcie trzymać się jego wyników? Bo wielokrotnie empirycznie potwierdzone założenie wolnorynkowej teorii brzmi: rynek wie lepiej. Socjaliści sądzili, że tak nie jest i dobrze wiemy, jak na tym wyszli. Ben Bernanke i cała masa znanych osób świata finansów i biznesu (m.in. Buffett, Soros, Roubini) nie chcą zaakceptować tej prawdy: ceny złota rosną, bo ludzie znów odkrywają, że to prawdziwy pieniądz.

Murray Rothbard, Złoto, banki ludzie
Murray Rothbard, Złoto, banki ludzie – krótka historia pieniądza. Rothbard prosto i przekonująco wyjaśnia, dlaczego to złoto, a nie papierowe waluty, stanowi prawdziwy pieniądz.

Sebastian Stodolak

„Orzeł Bielik” – polskie złote monety bulionowe

18 września 2011

Monety z serii „Orzeł Bielik” to jedyne polskie złote monety bulionowe. O tym, jak wyglądają, ile kosztują, ile ważą oraz gdzie je kupimy, dowiesz się z tego wpisu. Jednak na początek należy zadać pytanie, czy i dlaczego warto w nie inwestować.

Monety z serii „Orzeł Bielik” są jedynymi polskimi złotymi monetami bulionowymi. Produkuje się je ze złota próby 999,9 czyli de facto z czystego metalu. Czasami spotkamy na nich czerwone plamki lub przebarwienia, jednak nie obniża to stanu monety ani jej wartości. Zapakowane są w specjalny blister, na którym jest indywidualny numer, a do zestawu dołączony jest kartonik, zwany certyfikatem.

Oryginalnie zapakowany Orzeł Bielik o nominale 50 zł

 

Oryginalnie zapakowana moneta o nominale 50 zł; obok zdjęcie certyfikatu z numerem. Źródło: www.denarius.pl

 

Monety te są nazywane lokacyjnymi lub złotem inwestycyjnym, gdyż takie było założenie przy ich produkcji – mają służyć do zakupu złota właśnie w celach inwestycyjnych. Popularnie nazywane są „bielikami”, gdyż na rewersie znajduje się wizerunek orła bielika. Ich produkcja została zainicjowana w 1995 roku, tuż po denominacji złotówki i wtedy też wybito ich najwięcej – w sumie 12 500 sztuk różnych nominałów.

Bieliki są produkowane w systemie uncjowym w czterech rożnych wagach. Najmniejsza moneta o nominale 50 zł waży 1/10 uncji, czyli 3,1 g; największa, o nominale 500 zł, waży 1 uncję, czyli 31,1 g. Nominał co prawda wzrasta wraz ze wzrostem wagi, ale nie ma tu sztywnego, stałego powiązania. Przy założeniu, że 50 zł to 0,1 uncji, moneta 100-złotowa powinna ważyć 0,2 uncji, a 200-złotowa 0,4 uncji.

Cztery warianty polskich złotych monet bulionowych:

– 50 zł – masa 0,1 uncji (3,1 g); średnica 18,0 mm

– 100 zł – 0,25 uncji (7,78 g); 22,0 mm

– 200 zł – 0,5 uncji (15,55 g); 27,0 mm

– 500 zł – 1 uncja (31,1 g); 32,0 mm

Moneta Orzeł Bielik 50 zł 2000 rok

Moneta Orzeł Bielik 100 zł 1999 rok

Moneta Orzeł Bielik 200 zł 1996 rok

Moneta Orzeł Bielik 500 zł 1996 rok

 

 

Polskie złote monety bulionowe z serii „Orzeł Bielik”. Źródło zdjęć: www.wcn.pl

Monety te są produkowane na zlecenie Narodowego Banku Polskiego, który jest ich głównym dystrybutorem. Bieliki są sprzedawane w kasach okręgowych oddziałów NBP, a ich cena jest ustalana w oparciu o cenę złota na giełdzie w Londynie oraz o kurs dolara. Ceny zmieniają się we wszystkie dni robocze i można je sprawdzić w każdym oddziale banku lub w Internecie na stronie NBP.

Ceny sprzedaży monet uncjowych „Orzeł Bielik”

Lp

Nominał

Masa

Cena w PLN

[oz]

[g]

1.

50 zł

1/10

3,10

642,14

2.

100 zł

1/4

7,78

1.351,63

3.

200 zł

1/2

15,55

2.493,72

4.

500 zł

1

31,10

4.779,63

 

Tabela z cenami bielików w dniu 29.12.2010. Źródło: www.nbp.pl

Gdy pisałem książkę „Inwestowanie w monety”, umieściłem w niej taką samą tabelę cen sprzedaży monet uncjowych jak powyżej. Zajrzałam dzisiaj do tamtej tabeli, która zawiera ceny z dnia 27.02.2008 r., czyli sprzed ponad dwóch lat. Wtedy bieliki kosztowały znacznie mniej. Najtańsza, 50-złotowa moneta była sprzedawana przez NBP za 344 zł. Z kolei największy uncjowy bielik kosztował tylko 2 562 zł, czyli 46% mniej niż obecnie. Co ciekawe – już wtedy część osób twierdziła, że złoto jest za drogie i niebawem zacznie tanieć. Tak się jednak nie stało, ale jak to z inwestycjami bywa, tą wiedzą dysponujemy dopiero po fakcie.

Na jakiej podstawie Narodowy Bank Polski ustala cenę bielików?

NBP nie traktuje monet bulionowych jako kolekcjonerskich, a prawo sprzedaży ich w wojewódzkich oddziałach jest określone w paragrafie 10 Uchwały Nr 1/2006 Zarządu Narodowego Banku Polskiego z dnia 13. stycznia 2006 roku.

uchwała 2.1. NBP

 

Uchwała 2.1. Źródło: www.nbp.pl

 

Widzimy, że do wartości złota, z którego są wykonane te „bulionówki”, dochodzi dość spora marża banku. Oczywiście im moneta jest większa, tym marża w ujęciu procentowym maleje, a w przeliczeniu koszt zakupu grama złota wychodzi taniej. Dobrze, że handel złotem jest zwolniony z podatku VAT, bo inaczej ceny byłyby dodatkowo powiększone o wartość tego podatku.

 

Jak wiemy, NBP także skupuje złoto, więc chętnie przyjmuje bieliki, za które płaci według stawki jak za złoto monetarne próby 1 000. Cena skupu jest również codziennie publikowana na stronie internetowej banku. Z ciekawości obliczmyspread, czyli różnicę pomiędzy kupnem a sprzedażą największej i najmniejszej monety lokacyjnej w tym banku.

 

Bielik 50 zł; cena sprzedaży – 642 zł, cena skupu 414 zł, spread 55%,

Bielik 500 zł; cena sprzedaży – 4779, cena skupu 4156 zł, spread 15%

Różnica w przypadku najmniejszego bielika jest ogromna. Na szczęście nie musimy ani kupować, ani tym bardziej odsprzedawać tych monet w Narodowym Banku Polskim. Przeważnie korzystniejszej transakcji dokonamy na popularnych serwisach aukcyjnych (Numistat, Allegro) lub w internetowych sklepach numizmatycznych.

Nakłady bielików

Polskie monety lokacyjne są ciekawe i warte inwestowania nie tylko ze względu na to, że stanowią nośnik złota. W porównaniu z bulionówkami wielu innych państw mają bardzo niskie nakłady.

Rok emisji

Nominał

Razem

50 zł

100 zł

200 zł

500 zł

1995

5 000

3 000

2 000

2 500

12 500

1996

2 500

2 500

2 500

2 500

10 000

1997

2 000

2 000

1 500

3 500

9 000

1998

1 500

500

500

1 000

3 500

1999

2 000

1 000

1 000

1 500

5 500

2000

2 000

500

500

500

3 500

2001

0

0

0

0

0

2002

500

800

1 000

1 000

3 300

2003

0

0

0

0

0

2004

2 000

1 000

1 000

2 500

6 500

2005

0

0

0

0

0

2006

1 600

900

900

600

4 000

2007

2 000

1 500

1 500

2 500

7 500

2008

2 500

1 500

1 500

2 500

8 000

2009

2 500

1 500

1 500

2 500

8 000

Razem

26 100

16 700

15 400

23 100

81 300

 

Zestawienie nakładów wszystkich monet z serii „Orzeł Bielik”. Źródło: opracowanie własne.

 

Na awersie każdego bielika jest zapisana data roczna. Oznacza to, że jeżeli dany rok się skończył, to już więcej monet z tą datą nie zostanie wyprodukowanych. To powoduje, że niektóre roczniki wybite w niskich nakładach stają się unikalne i pożądane przez kolekcjonerów ze względu na rzadkość, a nie na wartość złota. Najmniejsze nakłady poniżej 1 000 sztuk zaznaczyłem w tabeli kolorem żółtym. Ceny tych monet – zwłaszcza z nakładami rzędu 500 sztuk – zawsze znacząco przekraczają cenę kruszcu. W ich przypadku o wartości decyduje wartość kolekcjonerska a nie cena metalu. Dotychczas najwięcej wyprodukowano monet najmniejszych i największych.

Lokacyjne bieliki wydają się interesujące już choćby ze względu na niskie nakłady, które mogą spowodować, że zacznie liczyć się w nich wartość kolekcjonerska. Zauważmy, że przez piętnaście lat ich produkcji zostało wybitych zaledwie 81 300 monet, czyli mniej niż wynosi nakład przeciętnej monety srebrnej o nominale 20 zł z serii „Zwierzęta Świata”, wydanej w ciągu ostatnich lat (20 zł „Podkowiec” nakład 100 tys.; „Jaszczurka” 100 tys.; „Sokół” 100 tys.). Do ich produkcji zużyto łącznie 1 168 kg złota, czyli niewiele więcej niż tonę. Wartość rynkowa kruszcu zawartego w tych monetach (w dniu 29.12.2010 r.) to 160 milionów złotych. Te wyliczenia wyraźniej pokazują umiarkowaną skalę zjawiska inwestowania Polaków w rodzime monety bulionowe. Bieliki są mało popularne, a w dobie mocno drożejących metali są ciekawą inwestycją, która łączy wartość złota z niskim nakładem.

Nie każdy wie, że jedna z największych polskich firm, czyli KGHM Polska Miedź SA, produkuje rocznie ponad 1 200 ton srebra i jest drugim producentem tego metalu na świecie! (Wartość rynkowa rocznej produkcji przy obecnych cenach to 3,5 mld zł!)

Sztaba srebra rafinowanego produkowana przez KGHM Polska Miedź SA

 

 

Sztaba srebra rafinowanego (tzw. gąska) produkowana przez KGHM Polska Miedź SA. Źródło:www.kghm.pl

 

Ciekawym pytaniem jest, czy obecnie, na fali szybko drożejącego srebra, NBP – na wzór monet bulionowych z innych państw – zacznie produkować „Srebrne Bieliki”.

Tomasz Witkiewicz

Ile procent w złocie?

18 września 2011

Nikt nie ma wątpliwości, że złote sztabki w portfelu inwestycyjnym to rozsądne postanowienie noworoczne. Gdy przychodzi jednak do jego realizacji, pojawia się fundamentalne pytanie: jaka część naszego portfela powinna błyszczeć?

 

Nowy konserwatyzm

 

W pradawnych przedkryzysowych czasach mówiono, że na każde zainwestowane 100 zł tylko 5 zł powinno być ulokowane w złocie. I to raczej dla snobistycznej satysfakcji z posiadania złotego kruszcu niż po to, by na przykład zabezpieczyć się przed inflacją. Gdyby ktoś w 2007 r. stwierdził, że właściwe proporcje to 50/50, wywołałby potężny wybuch śmiechu. Teraz takich ludzi słucha się całkiem serio. Ot, na przykład Porter Stansberry, ekonomista firmy analitycznej Stansberry & Associates Investment Research, mówi w jednym z wywiadów wprost: „Jeśli 50 proc. swojego portfolio będziesz trzymał w złocie, a 50 proc. w krótkoterminowych obligacjach skarbowych USA, twoja pozycja będzie idealnie zabezpieczona. Tak przed spadkiem wartości złota, jak i przed spadkiem wartości dolara”.

W rozmowie ze Stansberrym uderzył mnie fakt, że o zainwestowaniu 50 proc. w złoto mówi on, jak o czymś całkowicie naturalnym. Wręcz uważa to za podejście ostrożne! „Jest kryzys, nadszedł czas inwestycyjnego konserwatyzmu” – dodaje jeszcze i trafia w sedno: inwestowanie w złoto w roku 2011 nie jest już snobizmem, czy zachowaniem ekscentrycznym, a normalnością, więcej!, jest konserwatyzmem. To dlatego, że świat boi się eskalacji kryzysu, a chwilowa poprawa sytuacji obaw wcale nie rozwiewa.

Szatbka złota

 

Oczywiście, konserwatyzm inwestycyjny w USA, to co innego niż takowy konserwatyzm w Polsce (dolar jest bardziej niepewny niż złoty), ale zwiększenie obecności złota w naszym portfelu o kilka punktów procentowych wydaje się wskazane. Rodzimi eksperci twierdzą, że w złocie rozsądnie jest trzymać nawet 25 proc. oszczędności.

 

Tylko metal

 

Gdy mówimy o inwestowaniu w złoto, pojawia się jeszcze jeden problem: inwestować w złoto fizyczne, czy w fundusze grające na rynku złota? Gdy rozmawiałem ostatnio z Peterem Schiffem, szefem Euro Pacific Capital, stwierdził, że tylko fizyczne złoto jest warte zaufania. Choć trzeba wziąć poprawkę, że Schiff znany jest z naprawdę wyjątkowej wiary w ten kruszec, to taką opinię powtarza wielu inwestorów.

Polski inwestor jednak może dać się skusić osiągnięciom naszych funduszy złota – jeden z najbardziej znanych polskich funduszy w ciągu ostatnich dwóch lat wypracował aż 98,36 proc. zysku. Jednak zakładam, że mój czytelnik nie chce grać na złocie spekulacyjnie, a trzeba przecież być świadomym, że fundusze złota to właśnie spekulacja i to w dodatku… giełdowa. Nie inwestują one w realny kruszec, a w akcje spółek wydobywczych i kontrakty terminowe. Koniunktura na ich rynku kończy się w tym samym momencie, w którym wybucha panika na giełdzie. Słowem, jeśli zamiast złota fizycznego kupimy jednostki udziałowe funduszu złota, wyrzekamy się najważniejszej korzyści, którą daje złoto – odporności na kryzys.

Moneta bulionowa Australian Kangaroo

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Są tacy, którzy straszą, że w razie prawdziwego załamania światowych gospodarek, rządy – niczym Roosevelt w 1933 r. – skonfiskują złoto i wtedy jego „wyznawcy” zostaną z niczym. Z drugiej strony jednak, nasze papierowe oszczędności inflacja konfiskuje regularnie. Wyobraźmy sobie Amerykanina Joe, który w za młodu 1913 r. otrzymał w spadku 100 tys. dolarów i przez całe życie trzymał je w skarpecie. Dożył 2000 r. i, gdy chciał oszczędności przekazać wnukowi, okazało się, że pod względem siły nabywczej warte są jedynie… 5 tys. dolarów. Zresztą wcale nie musimy sięgać aż po amerykański przykład. Janowi Kowalskiemu, który w 2000 r. odłożył w skarpecie 100 tys. zł, inflacja pożarła już ponad 30 tys. zł!

 

Właściwy moment

 

Jeśli jesteśmy już przekonani, że warto inwestować w złoto i że chcemy kupić złoto fizyczne, to nim udamy się do mennicy, bądź klikniemy „kup” na internetowej aukcji, warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Czy inwestować już teraz, czy może poczekać odrobinę na jeszcze lepszy moment? Z jednej strony fakt, że w ciągu kilku pierwszych dni stycznia cena złota spadła z ok. 1420 dolarów do ok. 1360 dolarów za uncję, można interpretować jako zapowiedź większej korekty. Jeśli tak jest faktycznie, to z punktu widzenia inwestowania krótkookresowego być może faktycznie warto zaczekać jakiś czas (miesiąc? pół roku?), aż rynek tej korekty dokona i kupić złoto w „dołku”. Sądzę jednak, że większa korekta jest jednak wątpliwa – styczniowy spadek wyniósł przecież jedynie ok. 4,5 proc. i był prawdopodobnie wynikiem ogólnego poświątecznego spokoju, który zapanował na światowych rynkach, a nie zapowiedzią odwrotu od złota. Niektórzy po prostu zdecydowali się zrealizować złote zyski i kupić sobie za nie noworoczne prezenty. Czas spokoju już się jednak kończy i coraz śmielej mówi się o Portugalii i Hiszpanii jako kolejnych kandydatach do unijnej pomocy. Obligacje tych krajów są obecnie bardzo rentowne, co świadczy o tym, że inwestorzy już im nie ufają. W rezultacie tych niepokojów ceny złota znów rosną i przekroczyły 1370 dolarów za uncję. Kłopoty półwyspu Iberyjskiego rzeczywiście mogą zdetonować upadek strefy euro, a wtedy ci ze złotem, jak też ci ze złotym i dolarem w kieszeni, będą cieszyć się, że swoich oszczędności nie trzymali w eurowalucie.

 

Inwestor długookresowy to inwestor świadomy zagrożeń długofalowych. Chwilowe wahania koniunktury na rynku złota nie są w stanie go przestraszyć. Również dlatego, że gdy złoto stanowi wartość 20 proc., czy 30 proc. jego portfela, nawet tymczasowa zniżka na rynku cen złota nie jest w stanie mocno nadszarpnąć jego finansów. Ostatecznie dla niego pytanie o to, który moment na kupno złota jest najlepszy w zasadzie nie istnieje. Odpowiedź jest zawsze taka sama: każdy. A to z tej przyczyny, że nie uzależnia on od złota swoich całości swoich wyników inwestycyjnych, a – będziemy powtarzać to do znudzenia – traktuje je jako najlepsze ubezpieczenie.

 

Sebastian Stodolak

Bakteriobójczy metal

18 września 2011

Nadszedł wreszcie czas, by pomówić trochę o srebrze, a pomilczeć o złocie. „Zaraz, zaraz – zapyta inwestor – czym właściwie prócz koloru różnią się te metale?” Różnic jednak jest wiele. Ot choćby ta, że ceny srebra określane są przez zupełnie inne czynniki niż ceny złota, a samo srebro ma działanie… bakteriobójcze.

Ale dlaczego bakteriobójczość jakiegokolwiek metalu miałaby obchodzić inwestora? On chce zarabiać pieniądze, a nie leczyć przeziębienie. Tymczasem to m.in. właśnie specyficzne właściwości srebra sprawiły, że jego cena przez ostatnie lata wzrastała szybciej niż cena złota. Mówiąc prościej: można było zarobić więcej. Porównajmy następujące wykresy:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ceny złota (w dol.)

Złoto

Ceny srebra (w dol.)

Srebro

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Widzimy, że w ciągu ostatnich 3 lat na złocie mogliśmy zarobić niecałe 90 proc. (inwestując na koniec 2008 r.), gdy tymczasem srebro dało nam maksymalnie ok. 200 proc. zysku. Warte uwagi jest jednak również to, że ceny srebra są o wiele bardziej niestabilne niż ceny złota. Otwiera to furtkę do „giełdowego” inwestowania w srebro. Srebro okazuje się więc świetną okazją dla tych, którzy – tak, jak większość inwestorów giełdowych – cenią szybki spekulacyjny zarobek. Kierując się naszą intuicją możemy kupować srebrne monety bulionowe czy sztabki w „dołkach” takich, jak teraz, gdy srebro spadło z rekordowych 30,6 do 27,4 dolarów za uncję, licząc że jego cena już za kilka dni wyrówna rekord. A to przecież aż 10 proc. spadek! Gdyby to złoto zaliczyło analogiczną jazdę bez trzymanki, to trudno byłoby liczyć na równie szybki powrót do poprzedniego poziomu.

Użyteczny metal

Co więc sprawia, że ceny srebra są tak „ruchliwe”, a jednocześnie z ogólnego punktu widzenia rosną szybciej niż złoto? Struktura popytu. O ile zdecydowaną większość popytu na złoto kreują inwestorzy (ok. 88 proc.), o tyle zdecydowaną większość popytu na srebro kreuje przemysł (95 proc.). Szerokie i na wielką skalę zastosowanie srebra w przemyśle wyjaśnia inną dynamikę zmienności cen w przypadku srebra niż w przypadku złota. Na notowania cen srebra wpływają mianowicie wahania koniunkturalne w każdej z branż korzystających ze srebra. O jakie branże chodzi konkretnie? Oprócz medycznej, która wykorzystuje srebro np. do dezynfekcji (wciąż nie wytłumaczono jego antybakteryjnego działania), oprócz przemysłu jubilerskiego, muzycznego (stop srebra z miedzią nadaje wyjątkowe brzmienie instrumentom) czy fotograficznego, metal ten przydaje się przede wszystkim w elektronice. Jest świetnym przewodnikiem prądu. Komentarz do tego artykułu wystukasz prawdopodobnie na klawiaturze, w której wykorzystano srebrne styki. Jeśli zaś na dachu twojego domu znajdują się kolektory słoneczne, to z całą pewnością zawierają srebrne elementy.

Cechą odróżniającą srebro od złota jest więc to, że jest nie tyle składowane, co zużywane. Tym samym, jeśli rynek zgłasza tak duże zapotrzebowanie na metal, że przekracza ono możliwości produkcyjne wydobywców, ceny srebra inwestycyjnego rosną w niezwykle szybkim tempie. Czasami nawet dramatyczny wzrost cen nie pozwala na zabezpieczenie odpowiednich zapasów towaru. Przed niespełna miesiącem ze względu na brak srebra produkcję monet wstrzymała tymczasowo mennica Stanów Zjednoczonych…

Chiński apetyt

W perspektywie najbliższej dekady takie sytuacje zdarzać się będą prawdopodobnie o wiele częściej. To dlatego, że srebro zaczyna zasysać wschodnia część globu. Chodzi oczywiście o Chiny, Indie i pozostałe rozwijające się państwa Azji. Zwiększony popyt na srebro z ich strony nie wynika jednak wyłącznie z tego, że coraz więcej i więcej zachodnich firm przerzuca tam swoją produkcję. Wtedy mielibyśmy do czynienia ze zwykłym przesunięciem popytu, a nie z jego globalnym wzrostem. Obserwujemy jednak ogólny wzrost, ponieważ mieszkańcy Azji bardzo szybko się bogacą i coraz częściej mogą sobie pozwolić już nie tylko na liczydła, lecz także kalkulatory, komputery, samochody, telewizory, zestawy Hi-Fi i odtwarzacze DVD. To dla inwestorów bardzo dobra wiadomość. Chiny już teraz ograniczają eksport srebra zagranicę, żeby zaspokoić rynek wewnętrzny, który winduje ceny srebra wyżej niż na zachodnich rynkach. Portal Bloomberg informuje, że 3 stycznia ceny srebra w Chinach sięgnęły 31,25 dolarów za uncję. Z drugiej strony Kraj Środka zwiększa import metalu. W zeszłym roku wzrósł o 15 proc. do 5,15 tys. ton. To dużo mówi o mocach produkcyjnych Chin – są co prawda 3. producentem srebra na świecie, ale zwiększenie importu świadczy o tym, że sami nie są w stanie w szybkim tempie zintensyfikować produkcji.

 

Najwięksi producenci srebra na świecie*:

Producent W mln uncji
Peru 118,5
Meksyk 96,4
Chiny 83,5
Chile 64,3
Australia 57,8
Polska 41,7

* Źródło: portal news.silverseek.com, dane za 2008 r.

Zagrożenia

Gdy zapytacie analityka o przewidywania dotyczące cen srebra w najbliższych miesiącach, odpowie wam, że spodziewa się korekty. Ta sama opinia krąży o złocie, które wciąż nie może wzbić się do opuszczonego niedawno poziomu 1400 dolarów. Analitycy jednak mają to do siebie, że gdy ceny czegokolwiek rosną przez okres dłuższy niż miesiąc zawsze spodziewają się korekty, a gdy przychodzi lekka korekta węszą nadejście większej i… czasami mają rację. A czasami jej nie mają. I ta banalna konstatacja decyduje o wartości, jaką ich przepowiednie mają dla inwestorów. Jednak faktycznie skoro jeszcze przed rokiem srebro miało wartość ok. 17 dol. trudno wykluczyć, że znów do niej powróci. Zwłaszcza, że srebro jest metalem bardziej spekulacyjnym niż złoto. Jednak z tego samego powodu na srebrze jest przecież nie tylko więcej „dołków”, co na złocie, lecz także więcej „górek”, a więc więcej okazji do sprzedania go po korzystnej cenie. Poza tym nie jest tak, że srebro to metal wyłącznie dla spekulantów. Tak, jak złoto ma on wartość pieniężną i w długiej perspektywie również chroni przed inflacją. W końcu to sam rynek w dawnych „przedpapierowych” czasach oba kruszce nobilitował do rangi powszechnego środka wymiany.

Władcy na monetach Anglii

18 września 2011

Przez długi czas portrety władców Anglii na monetach były prawie identyczne; ukazywały takie same młodzieńcze twarze bez wyrazu, bez żadnych znaków szczególnych. Przypatrywanie się wizerunkom np. Henryka V (lata panowania 1413-1422), Edwarda IV (1461-1470 i 1471-1483) i Henryka VII (1485-1509) niemalże przypomina zabawę w „znajdź dziesięć różnic na obrazkach”.

 

Moneta "Henryk V"

Henryk V, źródło: home.eckerd.edu

Moneta "Edward IV"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edward IV, źródło: www.warwickandwarwick.com

Moneta "Henryk VII"

 

 

 

 

 

Henryk VII, źródło: home.eckerd.edu

 

Rewolucja w ukazywaniu władców na monetach rozpoczęła się za panowania Henryka VIII (1509-1547), drugiego władcy z rodu Tudorów (pierwszym był Henryk VII). Wtedy to artyści zaczęli odwzorowywać na monetach indywidualne cechy panujących. Dzięki temu, wybite później numizmaty opowiadają nam niezwykłe historie z ich życia.

Moneta "Henryk VIII"

 

 

Moneta z wizerunkiem Henryka VIII, źródło: www.britishmuseum.org

 

Henryk VIII był drugim monarchą z dynastii Tudorów. Jednym z najbardziej znanych władców angielskich, a to głównie dzięki założeniu Kościoła Anglikańskiego i posiadaniu sześciu żon, z których niektóre skazał na ścięcie. Król nie mógł mieć syna ze swoją pierwszą żoną – Katarzyną Aragońską, w związku z tym postanowił ożenić się powtórnie – z Anną Boleyn. Jednak papież Klemens VII nie udzielił mu dyspensy na powtórne zawarcie małżeństwa. W konsekwencji doprowadziło to – po upadku kardynała Wolseya oskarżonego o podważanie autorytetu króla, odsunięciu od władzy duchownych i objęciu przez osoby świeckie urzędów wcześniej przypisanych dla kleru – do utworzenia Kościoła Anglikańskiego, ogłoszenia Henryka VIII jego najwyższym zwierzchnikiem i w końcu powtórnego ożenku króla. Henryk VIII musiał zapewnić legitymizację swojej władzy, czynił to m.in. poprzez oficjalne wizerunki. Na przedstawionej monecie król ma na sobie czapkę i kołnierz wyszywane klejnotami, a także płaszcz z podbiciem gronostajowym. Wokół znajduje się łacińska inskrypcja rozdzielona symbolami królewskimi. W wolnym tłumaczeniu znaczy ona: „Henryk VIII, Król Anglii, Francji i Irlandii, obrońca wiary i pod Chrystusem, najwyższy zwierzchnik Kościoła Anglii i Irlandii na Ziemi”. Ten sam napis widnieje na rewersie w języku hebrajskim i greckim. Wizerunek, wykonany przez anonimowego artystę, stanowczo odbiega od kanonu przystojnego młodzieńca; Henryk VIII bynajmniej nie grzeszy tutaj urodą. Autor najprawdopodobniej dokładnie odwzorował wizerunek króla. Nie bez powodu Anna Kliwijska, jego czwarta (była) żona, nowe małżeństwo króla skomentowała słowami: „tamta nie wie, jaki ciężar będzie musiała dźwigać”. Miała zapewne na myśli wagę Henryka VIII i wypełnianie przez niego obowiązków małżeńskich.

Moneta "Edward VI"

 

 

Edward VI, źródło: talers.ru

 

Edward VI (1547-1553) – jedyny syn Henryka VIII z jego trzeciego małżeństwa z Jane Seymour. Nigdy nie rządził samodzielnie, rządy w jego imieniu sprawowała Rada Regencyjna. Znany jest z powieści Marka Twaina „Książę i żebrak”. Autor opisał w niej fikcyjną historię „zamiany miejscami” dwóch podobnych do siebie chłopców: Edwarda VI właśnie i żebraka Toma Canty’ego.

Moneta "Maria I Tudor"

 

 

Maria I Tudor, źródło: talers.ru

 

Maria I Tudor (1553–1558) zwana Krwawą Marią (ang. Bloody Mary). Córka Henryka VIII i jego pierwszej żony – Katarzyny Aragońskiej, przyrodnia siostra Edwarda VI. Podobno była brzydka już od urodzenia, w wieku 38 lat poślubiła dziedzica tronu hiszpańskiego – Filipa II. W okresie swojego panowania nawiązała na nowo stosunki z Rzymem, zerwane wcześniej przez Henryka VIII. Prowadziła bezlitosną politykę rekatolicyzacji Anglii. Za jej rządów, wskutek prześladowań, zginęło około 300 innowierców, w tym wyższych duchownych Kościoła Anglikańskiego.

Moneta "Elżbieta I"

 

Elżbieta I, źródło: www.warwickandwarwick.com

 

 

 

Elżbieta I (1558 – 1603) – ostatnia z rodu Tudorów, nazywana Królową-Dziewicą (Virgin Queen) ponieważ nie zawarła nigdy małżeństwa i nie miała potomka. W historii zapisała się jako władczyni niezwykle skuteczna. Za jej panowania możemy zaobserwować pierwsze przeobrażenia związane z rewolucją przemysłową w Anglii; wtedy też kraj stał się potęgą morską. Jej rządy to także okres renesansu angielskiego, kiedy tworzył m.in. William Shakespeare. Królowa zasłynęła swoim umiłowaniem do bogatych, ozdobionych klejnotami sukni. Pozostawiła ich po sobie 2000 sztuk.

 

To oczywiście tylko niektóre z licznych wizerunków władców angielskich ukazanych na monetach, są to nawet tylko wybrane wizerunki Tudorów na numizmatach. Żeby omówić wszystkie, nie starczyłoby miejsca w kilkunastu artykułach. Jest to wielka zaleta tych monet. Oglądanie ich i dociekanie ich historii może sprawić dużo przyjemności, i to na długo. Nie mówiąc już o ich kolekcjonowaniu. Monety te często pojawiają się na zagranicznych aukcjach i tak np. omawiany tutaj numizmat z wizerunkiem Elżbiety I został w tym roku sprzedany za 460£, a przedstawiający Edwarda IV za 977£ (http://www.warwickandwarwick.com/pages/coins.htm). Tymczasem moneta z podobizną Edwarda VI na aukcji z 15. maja 2003 r. osiągnęła cenę, uwaga, 41.000£ (http://www.spink.com/news/news_archive/slaney.asp).

 

 

Anna Jaskółka

Symbole i „symbole” na monetach – ich znaczenie, odbiór i wpływ na rynek

18 września 2011

Dlaczego tak wiele mamy symboli na monetach? Czemu one służą? Jaki jest cel stosowania symboliki na numizmatach? Czy niosą one jakieś przesłanie, czy mają tylko swoją wyrazistością przyciągnąć potencjalnych nabywców?

 

Zacznijmy od początku. Symbol to najprostszy, najbardziej wyrazisty i zazwyczaj powszechnie rozumiany środek szybkiego przekazu informacji. Gdy idziemy ulicą i widzimy krzyż, co nam się nasuwa na myśl? Z czym nam się kojarzy? Oczywiście z religią, kościołem, wiarą. Przechodząc dalej, widzimy dużą, żółtą literę M na szyldzie z czerwonym tłem. Na sam widok cieknie nam ślinka i wiemy, że mamy przed sobą znaną sieć restauracji z fast foodami. Innymi symbolami mogą być choćby znaki drogowe – ujednolicone na całym świecie. Którykolwiek kierowca, gdziekolwiek przyjdzie mu prowadzić samochód, będzie wiedział czego spodziewać się na drodze i jak ma się zachować. Dlaczego więc używamy symboli? Po pierwsze ze względu na szybkość przekazu, po drugie z powodu warunków w jakich daną informację chcemy lub też musimy przekazać. Pisząc „warunki” mam na myśli wszelkie zaistniałe okoliczności. Przykład: podczas jazdy samochodem brakuje czasu na czytanie długich komunikatów na znakach drogowych o zakazach czy nakazach. Dlatego wykorzystano tam proste i jasne symbole, których znaczenie znamy, i wtedy wszystko jest doskonale zrozumiałe. Również na monetach, aby nie stały się one zapisanymi małym druczkiem kawałkami metalu wydanymi z jakiejś okazji, stosuje się symbolikę zastępującą wiele słów. Niebagatelną zaletą symboliki (głównie na monetach) jest jej aspekt estetyczny. Ludzie po prostu wolą obrazki czy symbole niż suchy tekst. Często też utożsamiają się z symbolami, darzą je silnymi uczuciami, a niektóre mają dla nich dużą wartość sentymentalną. Przytoczyć można tu choćby takie przykłady jak znak Polski Walczącej, szyld Solidarności, symbol Krzyża, czy choćby naszego Orła Białego z Godła. Dla każdego z nas dany symbol coś oznacza, każdy z nich na nas oddziałuje, wzbudza emocje.

Dwuzłotówka GN „Polskie Państwo Podziemne” ze znakiem Polski Walczącej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dwuzłotówka GN „Polskie Państwo Podziemne” ze znakiem Polski Walczącej. Symbol w kształcie kotwicy, której człon w formie litery P oznacza Polskę, a ramiona w kształcie litery W – walkę; oznacza on także nadzieję na odzyskanie niepodległości. Źródło zdjęcia: nbp.pl

 

 

Obecnie nastała era na minimalizm w wielu dziedzinach, również w numizmatyce. Stworzenie czegoś modnego, trafienie w gusta odbiorców, w połączeniu z dobrym marketingiem, to już połowa sukcesu. Nie ukrywajmy, że dzisiejsze wytwory mennic – medale, żetony, monety, są produkowane po to, by ktoś je kupił. Trzeba więc wyprodukować coś, co nie tylko przyciągnie ludzi tematyką, ale zachęci do kupna świetnym wizerunkiem. Nieodłączną częścią wizerunku monety jest symbol. To on kreuje jej znaczenie, przesłanie i finalną ocenę estetyczną, co nierzadko przekłada się na decyzje o kupnie monety. Dziś mamy wiele mennic, jeszcze więcej monet i wyrobów „monetopodobnych”. Wybór jest ogromny, a konkurencja wśród mennic coraz większa. Dziś, w dobie dodawania WSZYSTKIEGO co można dodać do monet, kolekcjonerzy zwracają większą uwagę na sam wizerunek. A co za tym idzie, również na ilość szczegółów i ukrytą symbolikę. Nie skusi nas już wysoka próba srebra czy złota, a bardziej od nakładu będzie liczył się jej przekaz symboliczny i odczucia estetyczne. Bo przecież nasze cudeńka, które traktujemy często z wyrafinowaną subtelnością, kolekcjonujemy i posiadamy, by je oglądać, podziwiać, chwalić się nimi, i opowiadać o nich bliskim czy znajomym.

 

Symbole na monetach pojawiały się od zarania dziejów. Począwszy od władców, którzy umieszczali na nich swoje znaki, kończąc na mincerzach. Oto kilka przykładów:

Trojak Zygmunta III Wazy z roku 1594

 

 

Trojak Zygmunta III Wazy z roku 1594, źródło: wcn.pl

 

Litery IF a pośrodku herb Lewart – znak podskarbiego wielkiego koronnego Jana Firleja. Takie i podobne znaki tego podskarbiego występują na koronnych monetach Zygmunta III Wazy z lat 1590 – 1609. W tym przypadku na trojaku poznańskim z 1594 roku. Podskarbiowie w większości przypadków oznaczali swoje monety znakami menniczymi składającymi się zazwyczaj z inicjałów lub prostych znaków, jak na przykład trójkąt, hak czy pierścień. Często używano uproszczonych herbów szlacheckich, z których pochodzili podskarbiowie. (Przykład widzimy powyżej.)

Trojak Stefana Batorego z roku 1581

Trojak Stefana Batorego z roku 1581, zaznaczony element to herb Rygi – brama z głową lwa, a nad nią dwa skrzyżowane klucze, źródło zdjęcia: wcn.pl

Na monetach bitych w konkretnych miastach, gdzie znajdowały się mennice, również umieszczano znaki mennicze. Powyżej widzimy przykład monety ryskiej z herbem Rygi, a poniżej monetę wybitą w mennicy w Malborku. W tym przypadku nie mamy herbu miasta, a skromną literę M oznaczającą to miasto.

Szóstak Zygmunta III Wazy z 1601 r

 

 

Szóstak Zygmunta III Wazy z 1601 r., źródło wcn.pl

 

Na wielu monetach przedstawiano bardziej rozbudowane herby. Poniżej złotówka koronna Jana Kazimierza z 1663 roku. Centralnie (oznaczono kolorem niebieskim) widzimy tarczę z Orłem (Symbol Polski) po lewej stronie i Pogonią (Symbol Litwy) po prawej. Między nimi można dopatrzeć się herbu dynastii Wazów – Snopka (oznaczono na czerwono). Po bokach tarczy herbowej widzimy w żółtych kółkach literki A i T. Jest to oznaczenie Andrzeja Tymfa, dzierżawcy mennicy bydgoskiej z lat 1663-1667. Z tego powodu srebrne złotówki koronne bite w tych latach w Bydgoszczy nazywa się potocznie tymfami.

Złotówka koronna Jana Kazimierza z roku 1663

 

 

 

Złotówka koronna Jana Kazimierza z roku 1663, źrodło: wcn.pl

Kajmany, 25 dolarów z 1978 roku wydane z okazji 25. rocznicy koronacji Elżbiety II

 

Kajmany, 25 dolarów z 1978 roku wydane z okazji 25. rocznicy koronacji Elżbiety II, źródło: wcn.pl

 

Kajmany, jako terytorium zależne od Wielkiej Brytanii, biją na swoich monetach wizerunek królowej Elżbiety II (podobnie zresztą jak kilkanaście innych państw). Na monecie przedstawione jest jabłko królewskie – jeden z trzech symboli władzy królewskiej.

 

Teraz opowiem trochę o najważniejszym polskim symbolu narodowym – Orle Białym. Orzeł w koronie widniał na monetach polski do roku 1945, kiedy to władze PRL usunęły koronę z jego głowy. Monety z „gołą” głową orła bito aż do roku 1990, mimo ustanowionego w 1956 roku przez Rząd RP na uchodźstwie nowego herbu z zamkniętą koroną i krzyżem. Poniżej złotówka z roku 1990, jeszcze z Orłem bez korony.

1 złoty 1990 rok

1 złoty 1990 rok, źródło własne.

 

Sejm III Rzeczypospolitej przywrócił Orłowi koronę według wzoru z roku 1927, taki wizerunek jest do dziś bity na polskich monetach.

1 złoty 1994 r

 

1 złoty 1994 rok, źródło własne.

Prócz Orła Białego, na naszych monetach widnieje znak jego producenta, czyli Mennicy Polskiej. Można znaleźć go pod lewą łapą orła jako dwie literki M i W, jedna na drugiej. Znak menniczy jest umieszczany na monetach w celu identyfikacji jego producenta (mennicy). Jest on bardzo niewielki, większość z nas go nawet nie zauważa.

Znak menniczy Mennicy Polskiej

 

Znak menniczy Mennicy Polskiej, źrodło: katalogmonet.pl

Na monetach okolicznościowych możemy zauważyć często monogramy ich projektantów. Jest to swego rodzaju podpis artysty pod swoim dziełem. Poniżej widzimy monogram Ewy Tyc-Karpińskiej, znanej polskiej projektantki, a także przykład zaprojektowanej przez nią monety z monogramem oznaczonym czerwonym kolorem.

monogram

100 zł „Stefan Batory” z 1997 r

 

100 zł „Stefan Batory” z 1997 roku, źródło: wcn.pl

 

Ani znaki mennicy, ani monogramy projektantów w żaden sposób nie wpływają (a przynajmniej nie powinny) na wizerunek monety i jego znaczenie.

 

Dobrym przykładem symboliki na monetach jest dziesięciozłotówka z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim z 2005 roku.

10 zł „Konstanty Ildefons Gałczyński” z 2005 r.

 

 

 

10 zł „Konstanty Ildefons Gałczyński” z 2005 roku, źródło: nbp.pl

Kolekcjonerzy, którzy nie przykładają wagi do znaczenia wizerunku, pomyślą sobie „a, jakaś zielona kaczka”. Przede wszystkim, to nie kaczka, a gęś. Widnieje ona oczywiście na monecie dla ozdoby, ale nie jest to jej jedyna funkcja. Gałczyński znany był z humoresek „Teatrzyk Zielona Gęś”, tak więc zielona gęś na monecie to nie tylko wypełnienie pustego miejsca na powierzchni monety, lecz symbol ściśle związany z jej tematyką, który powinien zachęcić do zgłębienia wiedzy na jej temat.

 

Na rynku numizmatycznym mamy już pokaźną konkurencję mennic. Powstają nowe, prywatne firmy bijące różne żetony czy sztabki. Każda z nich musi się jednak jakoś postarać o klienta. Nie wystarczy już wysoka jakość monet, „tony” cyrkonii czy „hektary” tampodruku na ich powierzchni. Wykorzystywanie symboli na monetach to nieodłączna część jej wizerunku. Mennice korzystają więc z wiedzy o upodobaniach odbiorców i wykorzystują ją przy biciu monet, i „monet”. Tak więc mamy na przykład popularną gwiazdę Marylin Monroe na żetonie ze znakiem zodiaku Bliźnięta (Srebrna Mennica)…

Numizmat „Bliźnięta” Srebrnej Mennicy

 

Numizmat „Bliźnięta” Srebrnej Mennicy, źródło: MonetyNews.pl

 

…lub szyld Solidarności na dukatach wydanych z 30. rocznicy Porozumień Sierpniowych.

Dukaty lokalne Srebrnej Mennicy wydane z okazji 30. Rocznicy Porozumień Sierpniowych

 

 

Dukaty lokalne Srebrnej Mennicy wydane z okazji 30. Rocznicy Porozumień Sierpniowych, źródło: MonetyNews.pl

 

 

Monet z napisem „Solidarność” jest już kilka, lecz pomimo tego jest to temat na tyle chodliwy, że znajdzie swych wielbicieli skłonnych kupić tego „dukata”. Kolorowy symbol Solidarności posłużył do przyciągnięcia potencjalnych nabywców, wręcz został użyty jako punkt zaczepny. Czy byli lub obecni związkowcy, którzy żywią silne wspomnienia związane z tym okresem i czują sentyment do wydarzeń z sierpnia ’80, nie skuszą się na nią? Na pewno niektórzy tak. A o to przecież chodzi!

 

O ile wykorzystanie szyldu Solidarności nie gryzie jeszcze tak w oczy, to piękna Monroe nie pasuje jako motyw przedstawionej monety, podobnie jak połączenie Fryderyka Chopina, Wyspy Niue i Elżbiety II…

1 dolar z Wysp Niue z wizerunkiem Fryderyka Chopina

 

 

1 dolar z Wysp Niue z wizerunkiem Fryderyka Chopina, źródło: MonetyNews.pl

Jest to typowy przykład wykorzystania znanego polskiego symbolu, który stanowi dumę wielu Polaków, celem zachęcenia ich do kupna tej monety. Ikona polskiej historii marnie wypada w połączeniu z koralową wyspą Niue leżącą w Polinezji… Identyczna sytuacja występuje w przypadku serii „Szlak Bursztynowy”. Monety przedstawiające między innymi takie miasta jak Kaliningrad czy Elbląg, symbolizujące historyczny europejski szlak handlowy, wydane są również przez… Wyspę Niue. Oczywiście wizerunku królowej Elżbiety także nie mogło zabraknąć na tych monetach.

5 dolarów „Kaliningrad” z Wysp Niue

 

 

5 dolarów „Kaliningrad” z Wysp Niue, źródło: MonetyNews.pl

 

Jest to emisja w systemie royality, imitująca polski „Szlak Bursztynowy” o nominale 20 zł wydany w 2001 roku przez NBP. (System royality to użyczenie godła i nominału w zamian za procent z zysku zdobytego poprzez tą emisję. Jest to równocześnie dobry sposób na łatwy zarobek dla małego kraju.) Według mnie, połączenie egzotyki w pełnym tego słowa znaczeniu z historią Polski i Europy, to niezbyt fortunny wybór. Takich przykładów jest bardzo dużo, ale nie będę się na ten temat rozpisywał. Aby mieć nominał na krążku i przez to zdobyć większą ilość klientów a finalnie zarobić na emisji, większego wyboru nie ma. Mennice zmuszone są wyemitować monety pod banderą innego państwa w systemie royality. Wszystko dlatego, że nie możemy używać dowolnie polskiego „złotego” – na to wyłączność ma NBP.

 

Tak więc wszystko zależy od nas – od odbiorców. Nie dajmy się zwariować przy zakupach i zwracajmy uwagę na bogactwo wizerunków, i symboli – to prawdziwa skarbnica wiedzy.

 

 

Krzysztof Wąsala

Moda na dukaty lokalne

18 września 2011

Dukaty lokalne, inaczej zwane pieniędzmi zastępczymi, to popularne dziś narzędzie promocyjno-turystyczne. Zanim jednak zgłębimy się w temat dzisiejszych dukatów, warto poznać ich historię.

W przeszłości rola pieniądza zastępczego była zupełnie inna, sam pieniądz był też emitowany na odmiennych zasadach. Przede wszystkim był on bity przez miasto. Emisja odbywała się w oparciu o przywileje mennicze lub czasową koncesję menniczą. Pierwszym miastem w Polsce, które mogło bić monety miejskie był Gdańsk, który w roku 1547 otrzymał pozwolenie na emisję srebrnych i złotych monet. W tym samym roku podobną możliwość uzyskał jeszcze Elbląg i Toruń.

Kilkaset lat później, na przełomie XIX i XX wieku, pieniądz zastępczy nabrał innego znaczenia. W tym okresie liczne kryzysy finansowe, w szczególności podczas wojen, spowodowały masowe emisje pieniądza zastępczego. Opierały się one w głównej mierze na uchwałach rady miejskiej. Oprócz wielu emisji lokalnych bito dużą ilość żetonów dominialnych, wojskowych, jenieckich, przemysłowych, deputatowych, kupieckich, a nawet kelnerskich.

Najbardziej rozpowszechniony był pieniądz dominialny, bity w majątku ziemskim, tzw. dominium. Były to emisje prywatne, służące do wewnętrznego rozliczania się właściciela folwarku z zatrudnionymi robotnikami. Pierwszą funkcją pieniądza dominialnego było zamknięcie obiegu pieniężnego, drugą zaś poświadczenie robocizny poddanego w majątku ziemskim. Żetony dominialne funkcjonowały w wielkopolskich PGR-ach aż do lat 50. XX wieku!

Mosiężny pieniądz dominialny z Dominium Buchwald o nominale 10

Mosiężny pieniądz dominialny z Dominium Buchwald o nominale 10, źródło: poszukiwanieskarbow.com

Dzisiaj dukaty lokalne (lub też jak kto woli: pieniądze zastępcze, żetony) mają zupełnie odmienny charakter. W głównej mierze służą do promocji jego emitenta. Nie zastępują one prawnych środków płatniczych na terenie RP, jednak niektóre punkty usługowo-handlowe honorują je na zasadzie wymiany za określone towary lub usługi. Historia promocyjnych dukatów lokalnych zaczęła się w roku 2006. Pierwszym dukatem były 3 Merki wybite z okazji 75 lat Juraty dla gminy Jastarnia.Zainteresowanie kolekcjonerów, turystów i inwestorów było niespodziewanie duże. Krótko po tej emisji nastąpił swoisty wysyp kolejnych dukatów. W pewnym momencie sam zgubiłem się w ilości i rodzaju żetonów lokalnych. Sama gmina Jastarnia, korzystając z zainteresowania wokół tego tematu, wyemitowała kolejne dwa dukaty.

3 Merki z gminy Jastarnia

Pierwszy dukat lokalny w Polsce, 3 Merki z gminy Jastarnia, źródło: dukatlokalny.pl

Dzisiaj niekoniecznie emitentem będzie gmina lub miasto, bowiem swoje dukaty wybijają już uczelnie, fundacje, stowarzyszenia i inne organizacje. Poniżej przykład dukata którego emitentem jest miasto oraz dukata „uczelnianego”.

Dukat lokalny z miasta Augustów o nominale 4 augusty

Dukat lokalny z miasta Augustów o nominale 4 augusty, źródło: dukatlokalny.pl

Dukat Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica, 7 stasziców

Dukat lokalny Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica o nominale 7 stasziców, źródło: dukatlokalny.pl

Zazwyczaj pieniądz zastępczy bity jest w mosiądzu lub w krążkach bimetalowych. Te wersje dukatów stanowią główną część emisji. Ich nakład sięga średnio 20.000-30.000 sztuk. Jak na pieniądz lokalny, często przedstawiający małe gminy, jest to nakład pokaźny.

Promocja miasta jednak nie kończy się na wysokonakładowych, mosiężnych dukatach, które można zakupić za kilka złotych. Często emitowane są wersje srebrne, a nawet złote. Te jednak mają bardzo niskie nakłady – do kilkuset sztuk.

Srebrny dukat z miasta Grunwald o nominale 80 półgroszy grunwaldzkich

Srebrny dukat z miasta Grunwald o nominale 80 półgroszy grunwaldzkich, źródło: dukatlokalny.pl

Złoty dukat lokalny o nominale 1292 sączy

Złoty dukat lokalny z miasta Nowy Sącz o nominale 1292 sączy, źródło: dukatlokalny.pl

Jako że dukaty lokalne to narzędzie promujące daną miejscowość, region lub uczelnię, ich wizerunki są projektowane pod ich znaki rozpoznawalne, na przykład symbol miasta czy znany zabytek. Nietypowe nominały i ich nazwy również mogą do nich nawiązywać. Oto przykłady: 4 Ekonomiki z Zespołu Szkół Ekonomicznych im. T. Kotarbińskiego w Radomsku, 4 Częstochy z Częstochowy, 7 Eurokazimierzy z Kazimierza, 7 Rewali z Rewala, 4 Głogi z Głogowa, 7 Wyspiarzy ze Świnoujścia… Wymieniać można długo.

Poniżej przedstawiam dukaty, które w swym wizerunku zawierają znaki rozpoznawalne regionu emitenta.

Dukaty z Torunia przedstawiające Mikołaja Kopernika

Dukaty z Torunia przedstawiające Mikołaja Kopernika, źródło: dukatlokalny.pl

Dukaty z Łodzi przedstawiające Misia Uszatka

Dukaty z Łodzi przedstawiające Misia Uszatka, źródło: dukatlokalny.pl

Po wstępnej analizie rynku numizmatycznego można stwierdzić, że dukaty swoje „5 minut” mają już za sobą. W latach 2007-2009 można było zaobserwować istne szaleństwo na ich punkcie. Ich ceny rosły, niektórzy płacili za nie więcej niż za niektóre bardziej wartościowe monety dwuzłotowe GN. Dziś jest już spokojniej. Kolekcjonerzy uzupełniają swoje zbiory, emitenci promują swój region częściejwśród „zwykłych” ludzi i wydaje się, że inwestorzy opuścili tą gałąź numizmatyki. Spowodowane jest to dużymi nakładami i mnogością emisji. Warto wspomnieć, że nie tylko Mennica Polska zajmuje się produkcją dukatów lokalnych. Podobną działalnością zajmuje się również Mennica Czeska, Mennica Śląska, Mincerz Mazowiecki, Srebrna Mennica, Mennica Łebska i Mennica Kresowa. Emisji mamy więc bardzo wiele. Trudno też się dziwić, że skatalogowanie wszystkich dukatów jest bardzo trudne.

Spadające zainteresowanie pieniądzem zastępczym zmusiło emitentów do bicia dukatów z ciekawszymi wizerunkami oraz do inicjowania serii tematycznych. Serie dukatów, podobnie jak przy monetach, mają wzbudzić zainteresowanie kolekcjonerów, którzy w większości będą chcieli zachować ciągłość serii w swoich zbiorach. Wszystko to powoduje zwiększenie sprzedaży, a producentom właśnie na tym zależy. Dlatego mamy takie serie dukatów, jak na przykład: „Legendy Krakowskie”, „Koguty Polskie”, „Polskie Latarnie Morskie” czy „Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego”.

Srebrny dukat z Katowic o nominale 80 balkan

Srebrny dukat z Katowic o nominale 80 balkan należący do serii „Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego”. Przedstawione jest na nim Osiedle Nikiszowiec. Źródło: MonetyNews.pl

Bimetalowy dukat z Gdańska o nominale 7 talarów gdańskich

Bimetalowy dukat z Gdańska o nominale 7 talarów gdańskich należący do serii „Polskie Latarnie Morskie”, źródło: MonetyNews.pl

Dukaty lokalne to bardzo szeroka gałąź numizmatyki. Zapewnia zajęcie dla kolekcjonera na wiele lat, tym bardziej, że nowe emisje wciąż są zapowiadane. Sam szczególnie zachęcam do zgłębienia wiedzy na temat pieniędzy zastępczych z przeszłości. Nie są one może szczególnie piękne lub bite stemplem lustrzanym, ale mają swój historyczny, niepowtarzalny urok.

Krzysztof Wąsala